Natchnela mnie Ataner, ktora niedawno napisala notke o praniu. Postanowilam wiec napisac jak wyglada pranie u nas. Jak znalezlismy to mieszkanie to byl tutaj pokoik z pralka i suszarka, taki nieduzy 3x3 metry, z nieduzym oknem, kwadratowy... Jak go tylko zobaczylam to juz wiedzialam, ze to bedzie moje biuro;)
Pralke i suszarke kazalam gospodarzom wyniesc i wstawilismy narozne biurko, duza szafe na rozne rzeczy, wydzielilam kacik na odkurzacz i jestem cala szczesliwa.
Poczatkowo mielsmy przy tym biurku siedziec razem, bo to biurko na dwie osoby, ale poniewaz Wspanialy cierpi na Syndrom Jedynaka i gada sam do siebie to bylam zmuszona go wygonic z biura;)
W zwiazku z czym on rozklada swojeg loptopa w jadalni lub w livingroom, a biuro jest moim niepodzielnym krolestwem.
Ale, notka miala byc o praniu... wiec wracam do tematu.
Brudna bielizne jak wiadomo wrzuca sie do kosza przeznaczonego do tego celu. W dniu prania, raz na dwa tygodnie w sobote lub niedziele, Wspanialy wpada do biura z okrzykiem "rozbieraj sie", jest to dla mnie sygnal, ze moj maz przygotowuje szmaty do prania.
Wspanialy pierze wszystko co jest pod reka, nie pomaga tlumaczenie, ze wlasnie zalozylam rano czyste rzeczy, latwiej sie rozebrac do rosolu i oddac szmaty niz tlumaczyc, ze to jest czyste.
Podobnie jak ma zwyczaj mycia nozyczek po przecieciu kawalka nitki tak samo jest z praniem, wiec nie dyskutuje tylko wyskakuje ze szmat.
Teraz moj maz wywala wszystko z kosza, zbiera z lazienek reczniki, kuchenne szmatki, lapki do goracych garow, wszystko co jest pod reka i nadaje sie do wrzucenia do pralki laduje na srodku sypialni w celu posegregowania na 4 kupki (biale, jasne, ciemne, czarne).
Poczatkowo segregacje robilismy razem, ale ja sie widocznie nie nadaje, bo co rzucilam jakiegos ciucha na jedna kupke to juz za chwile Wspanialy przerzucal na inna.
-- Ale dlaczego po mnie poprawiasz? - probowalam oponowac.
-- Bo to nie jest biale.
-- Jak to nie, jest biale w zolte paski z przewaga bialego.
-- I wlasnie przez te zolte paski ma byc na kupce "jasne", bo wiesz, ze w pralni do bialego uzywaja wybielaczy.
-- Ale na tej kupce jasne lezy cos niebieskie - bronilam swoich racji.
-- Jasno niebieskie - uparl sie jak wol i tak przerzucalismy ta bialo-zolta szmata wteiwewte az do momentu kiedy oczywiscie ja odpuscilam.
Tlumaczenie, ze obecne wybielacze zachowuja oryginalne kolory mija sie z celem, Wspanialy wie lepiej.
Na tej samej zasadzie wie lepiej, ze czerwone nalezy prac z czarnym(??)
-- Dlaczego wrzuciles moja czerwona t-shirt do czarnego?
-- Bo czerwone lubi puszczac, a na czarnym nawet jak pusci to nie bedzie widac.
Gdyby rozmowa odbywala sie po polsku to pewnie bym sobie nie darowala i powiedziala, ze ja tez sie lubie puszczac, ale po angielsku to zupelnie nie ma sensu, nie ta gra slow, nie ten humor.
I tak robilismy przez kilka razy, az sobie odpuscilam i scedowalam segregowanie na Wspanialego, skoro wie lepiej i skoro i tak przerzuca kazda szmate, ktora ja rzucilam na moim zdaniem odpowiednia kupke to niech to robi sam, bedzie szybciej. Przeciez nie bede chlopu roboty z rak wyrywac.
Jak juz pranie jest posegregowane, to Wspanialy odwozi je do pralni, placi z gory i pozniej wlasciciel pralni przywozi nam gotowe, poskladane w idealna kostke czyste rzeczy.
Teraz jest rozpakowywanie, ktore oczywiscie robi Wspanialy, bo worki sa ciezkie, albo nie zawsze ciezkie, ale kazdy pretekst jest dobry.
Wiec Wspanialy zabiera worki do sypialni i tam na lozku uklada znow na kupkach wszystko co zostalo uprane. Swoje rzeczy kladzie na swojej stronie lozka, moje na mojej ukladajac w malych kupkach osobno spodnie, t-shirts, gatki, skarpetki itp. itd.
Na osobnych kupkach sa reczniki i wszelkie szmatki uzytku domowego, ktore ja chowam w odpowiednich miejcach lub rozwieszam w lazienkach.
Jak juz kazde z nas pochowa swoje rzeczy nastepuje punkt kulminacyjny czyli zakladanie czystej poscieli na lozko. Stajemy po obu stronach lozka, czyli kazde po swojej i sie zaczyna;)
I teraz zaczyna sie najtrudnieszy moment walki z praniem:)
Najpierw zakladamy poszewki na poduszki, ja robie to metoda wywracania poszewki na lewa strone, po czym lapie rogami poszewki rogi poduszki i hop siup poduszka ubrana.
Wspanialy nie umie tak, wiec trzesie poszewka az poduszka do niej wpadnie, ja pekam przy tym ze smiechu, bo juz tysiace razy pokazywalam i probowalam uczyc, ale bez skutku.
Teraz przescieradlo z gumkami.
Wspanialy rozklada przescieradlo i nasladujac mnie gada sam do siebie:
-- Znajdz rog przescieradla, wloz do niego reke i chwyc rog materaca... wywin...
Gada i spoglada czy ja slysze, oczywiscie, ze slysze, bo nie da sie nie slyszec, ale staram sie nie reagowac.
Teraz naciagamy przescieradlo i zakladamy na pozostale rogi matraca.
-- Pamietaj, zeby bylo rowno.. rowno, bo to musi byc rowno... teraz wygladz i sprawdz brzeg zewnetrzny czy wszystko jest ladnie pod materacem...
Tak, tak byl czas, ze tak wlasnie gadalam, jak widac nauka nie idzie w las, bo teraz sam sobie wydaje te komendy.
Najwiekszy ubaw jest z prostym przescieradlem, bo tutaj ja zawsze musze obejsc lozko dookola i sprawdzic czy na pewno jest rowna dlugosc po obu stronach.
-- Nie ruszaj, nic nie kombinuj, zaraz przyjdzie komisja z linijka i sprawdzi...
-- Nie przesadzaj, jeszcze nigdy nie mierzylam linijka - wpadam mu w slowo.
-- Wlasnie sie dziwie, ze jeszcze na to nie wpadlas - rechocze zlosliwie.
Kolej na koldre, lub cienka narzute w lecie oczywiscie Wspanialy ciagle nadaje:
-- Zobacz gdzie jest srodek... tyle razy tlumaczylam, ze koldra zimowa ma srodek przy lukowym pikowaniu, a letnia ma 7 kwadratow na szerokosci... nie ciagnij na swoja strone, gdzie jest polowa trzeciego kwadratu... i nie zapomnij rowno zalozyc brzeg przescieradla na koldre...
Ostatnim akcentem jest polozenie poduszek.
Wiem, ze mimo najszczerszych checi nie da sie tego opisac, ale on robi przy tym wszystkim takie miny, ze ja najczesciej ledwie wyrabialam zakret do lazienki ze smiechu.
Tak wyglada pranie metoda bezstresowa.
Wszystko co wymaga prasowania oddajemy do pralni chemicznej, jesli w tym domu ktos kiedykolwiek ma zelazko w rece to na pewno nie ja, tylko Wspanialy.
Dla tych co mysla "nie miala baba nigdy pralki w domu to nie ma pojecia jakie to dobrodziejstwo" jest dalsza czesc notki.
Otoz mialam pralke, dawno temu. Mieszkalam wtedy sama z Potomkiem, pralka nie miescila sie w lazience, wiec z koniecznosci stala w kuchni pomiedzy szafkami a lodowka. Nikomu to nie przeszkadzalo, poza tym, ze ja spedzajac duzo czasu w kuchni wiecznie cos pralam. Praktycznie doszlo do tego, ze ubrania codzienne wrzucalo sie nie do kosza, ale do pralki i zanim pomyslalam to juz pralka prala.
Wygoda, prawda? Teoretycznie.
Pewnego dnia nie mialam co prac, wszystko bylo uprane, kosz na brudna bielizne swiecil pustkami a ja palalam zadza prania. Chodzilam po chalupie jak pies policyjny i szukalam.
Wreszcie z braku lepszego pomyslu wyszarpalam spod stolu w jadalni chodniczek, taka szmatka troche wiekszych rozmiarow, pomacalam, cienkie toto i pizgnelam do pralki.
Jak tylko ustawilam cykl i uslyszalam szum wody natychmiast doznalam blogiego uczucia spelnienia.
Pierze sie... misja dokonana.
Za chwile jednak uslyszlam, ze pralka wydaje dziwne dzwieki, zajrzalam do kuchni i okazalo sie, ze moja pralka skacze obijajac sie o szafke i za chwile wyskoczy na srodek kuchni, co nie bylo pozadane.
Niewiele myslac, skoczylam na nia okrakiem i jedziemy, mimo mojej wagi pralka nie dawala za wygrana, uczepilam sie wiec parapetu okiennego i tym sposobem staralam sie pralke zatrzymac w kuchni na czas dokonczenia cyklu. Na szczescie wszystko co sie zaczyna rowniez sie kiedys konczy, tak i po jakims czasie pralka zaczela wydawac odglosy spuszczania wody.
Wirowanie bylo najgorsze, jesli ktos mial okazje na zywo lub na filmie widziec kogos probujacego utrzymac sie na mechanicznym byku lub koniu, to wlasnie ja tak wygladalam, lacznie z wymachem konczyn dolnych, bo gornymi ambitnie trzymalam parapet i odpychalam atakujaca mnie lodowke, brakowalo mi tylko kapelusza. Nareszcie skonczylo sie rowniez wirowanie.
Zgramolilam sie z urzadzenia i po chwili opanowywania zawrotow glowy otworzylam pralke, zeby wyciagnac z niej chodniczek, co okazalo sie wyczynem niewykonywalnym. Szmata jak tylko dostala wody, to tak zesztywniala, ze zaparla sie jak deska miedzy scianami pralki i za cholere nie dalo sie tego wyciagnac. Co ja probuje na sile ciagnac cholerna szmate na zewnatrz, to i owszem ciagne ale cala pralke.
Klelam juz jak nieprzymierzajac najgorsza wersja szewca z traktorzysta, a szmata ani drgnie.
W tym czasie niczego nieswiadomy Potomek siedzial ze swoim kolega w jego pokoju.
Poddalam sie.
Wzielam dwie pary duzych nozyczek i poszlam do chlopakow.
-- Sluchajcie jest mozliwosc zarobienia dwoch galonow lodow.
-- Ooooo!!! Super!!! Co mamy zrobic? - wrzasneli radosnie.
Dalam im nozyce, przyprowadzilam do kuchni i poprosilam, zeby te jebana szmate wycieli z pralki.
Ja siedzialam w jadalni, oni pracowali w kuchni, wyciete kawalki chodnika wrzucali do plastikowego wiaderka i wszystko bylo w/g planu, ale w pewnym momencie dobiegly mnie odglosy ich rozmowy.
-- Twoja matka to jest fajna, z moja to nudno - powiedzial Steve.
-- Fajna, fajna, tylko nigdy nie wiadomo co jej przyjdzie do glowy - odpowiedzial Potomek i po chwili dodal - sam czasem nie wierze, ze ta kobieta mnie urodzila.
Zagryzlam wargi, zeby nie wybuchnac smiechem i oddalilam sie do livingroom.
Jak juz skonczyli to w trojke wybralismy sie do pobliskiego sklepu i kupilam nowy chodnik do jadalni.
Przez nastepne kilka tygodni Potomek wychodzac do szkoly przypominal mi:
-- Mamo, tylko nic glupiego nie rob.
Rok pozniej sie wyprowadzilam zostawiajac diabelski sprzet tam gdzie stal miedzy szafkami i lodowka.
Do dzis nie wiem czy nastepny lokator sie ucieszyl, ja na pewno zrobilam to z radoscia.
bez odwrotu
Wednesday, May 30, 2012
Tuesday, May 29, 2012
Mozna zwolnic kciuki:)
Wszystkim dziekuje bardzo za trzymanie kciukow!!!!!
Sprawa zalatwiona moze nie dokladnie na 100% po mojej mysli, ale na 80% a to juz dobrze:) Co za sprawa? Jaka sprawa?
Juz wyjasniam.
Mialam dzis spotkanie z wlascicielem budynku, w ktorym wynajmuje miejsce na moj biznes w sprawie przedluzenia kontraktu.
Poprzedni kontrakt mialam podpisany na 3 lata, ktore mijaja na koniec lipca tego roku, wiec trzeba bylo sie spotkac.
Ja poniewaz zawsze mierze wyzej niz moge strzelic, to sobie wymyslilam, ze zapytam, czy nie moze mi obnizyc czynszu do poziomu sprzed 3 lat.
Wspanialy jak mu o tym powiedzialam, to tylko pokiwal glowa, bo przeciez "nikt nie obniza czynszu". Teoretycznie tak, w praktyce czlowiek nie wie dopoki nie zapyta.
Najgorsza odpowiedzia moze byc NIE.
Od tego jeszcze nikt nie umarl, wiec zapytalam:)
Uslyszalam oczywiscie NIE, ale przy okazji nie dostalam zadnej drastycznej podwyzki, co rowniez bylo mozliwe i stopa procentowa corocznego wzrostu tez zostaje na obecnym poziomie.
Dopiero jak wlasciciel poszedl to siadlam i zaczelam liczyc ile naprawde bede placic za stope kwadratowa tego lokalu od sierpnia i wyszlo mi $31.47(!!!)
Przyznam, ze doznalam szoku, bo jakos mi sie wydawalo, ze wiecej.
Z tego co wiem, jest sprawa karkolomna znalezc cos ponizej $33.00 za stope kwadratowa na Manhattanie.
Jeszcze nie zadecydowalam na ile lat chce ten kontrakt, ale o tym musze pogadac ze Wspanialym.
Dziekuje wszystkim jeszcze raz!!!
Sprawa zalatwiona moze nie dokladnie na 100% po mojej mysli, ale na 80% a to juz dobrze:) Co za sprawa? Jaka sprawa?
Juz wyjasniam.
Mialam dzis spotkanie z wlascicielem budynku, w ktorym wynajmuje miejsce na moj biznes w sprawie przedluzenia kontraktu.
Poprzedni kontrakt mialam podpisany na 3 lata, ktore mijaja na koniec lipca tego roku, wiec trzeba bylo sie spotkac.
Ja poniewaz zawsze mierze wyzej niz moge strzelic, to sobie wymyslilam, ze zapytam, czy nie moze mi obnizyc czynszu do poziomu sprzed 3 lat.
Wspanialy jak mu o tym powiedzialam, to tylko pokiwal glowa, bo przeciez "nikt nie obniza czynszu". Teoretycznie tak, w praktyce czlowiek nie wie dopoki nie zapyta.
Najgorsza odpowiedzia moze byc NIE.
Od tego jeszcze nikt nie umarl, wiec zapytalam:)
Uslyszalam oczywiscie NIE, ale przy okazji nie dostalam zadnej drastycznej podwyzki, co rowniez bylo mozliwe i stopa procentowa corocznego wzrostu tez zostaje na obecnym poziomie.
Dopiero jak wlasciciel poszedl to siadlam i zaczelam liczyc ile naprawde bede placic za stope kwadratowa tego lokalu od sierpnia i wyszlo mi $31.47(!!!)
Przyznam, ze doznalam szoku, bo jakos mi sie wydawalo, ze wiecej.
Z tego co wiem, jest sprawa karkolomna znalezc cos ponizej $33.00 za stope kwadratowa na Manhattanie.
Jeszcze nie zadecydowalam na ile lat chce ten kontrakt, ale o tym musze pogadac ze Wspanialym.
Dziekuje wszystkim jeszcze raz!!!
Czymta kciuki!!!
Zaczynam dzien od waznego spotkania.
Ludziska kofane czymta kciuki, zeby poszlo dobrze.
Pozniej napisze o co chodzi i jak poszlo;)
Kciuki prosze trzymac miedzy 11 i 12 czasu wschodniego w Ameryce
W Polsce miedzy 17 i 18ta.
Pierwszy update:
Fuck!!! Sprawa sie przedluza, wlasnie dostalam telefon, facet siedzi na jakims spotkaniu i bedzie u mnie o 12ej.
Wrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrr.......................
Czymta kciuki do 12:30 czyli 18:30 polskiego czasu.
Kurwicy zaraz dostane, tak nie lubie czekac....
Ludziska kofane czymta kciuki, zeby poszlo dobrze.
Pozniej napisze o co chodzi i jak poszlo;)
Kciuki prosze trzymac miedzy 11 i 12 czasu wschodniego w Ameryce
W Polsce miedzy 17 i 18ta.
Pierwszy update:
Fuck!!! Sprawa sie przedluza, wlasnie dostalam telefon, facet siedzi na jakims spotkaniu i bedzie u mnie o 12ej.
Wrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrr.......................
Czymta kciuki do 12:30 czyli 18:30 polskiego czasu.
Kurwicy zaraz dostane, tak nie lubie czekac....
Subscribe to:
Posts (Atom)