Ostrzezenie

Czytelniku, wchodzisz tu na wlasne ryzyko i odpowiedzialnosc. Pisze na tym blogu o moich wlasnych bardzo czesto skrajnie radykalnych pogladach, jesli czytasz to nie znaczy ze musisz je podzielac. Jesli masz odmienne zdanie to nie znaczy ze musisz je zmienic. Ale jesli moje poglady Ci sie nie podobaja to tez nie znaczy, ze ja nie mam prawa ich miec i o nich pisac.
Panuje tutaj w tej kwestii pelna demokracja.

Tuesday, November 24, 2009

Polecam

Wlasnie dolaczylam kolejny link do grupy blogow, ktore odwiedzam systematycznie. Jest to blog pisany przez moja klientke i polecam go wszystkim samotnym, szukajacym partnera czytelniczkom, ktore oczywiscie znaja jezyk angielski. LuckyGirl wie, ze dzieki temu linkowi bedzie miala czytelniczki, ktore przyjda z mojego bloga, jak rowniez czytelniczki z Polski i innych zakatkow swiata.
Jest bardzo tym podekscytowana.
Blog jest pisany fantastycznie, ja polknelam wszystko czytajac miedzy kolejnymi klientkami i jestem zachwycona.
Uwazam, ze najlepiej jest czytac go od poczatku, czyli od pierwszej notki, wtedy ma sie lepszy obraz:)) Ciekawa jestem Waszych wrazen:))

Powialo zima

Od wczoraj zrobilo sie jakos zmino i slonca nie ma. Wyglada na to, ze piekna jesien juz sie skonczyla i zima zaczyna nadchodzic. Wlasnie sprawdzilam pogode i jest godzina 7:15 a na termometrze tylko 9C i ma dojsc tylko do 15C przy tym jest wiatr i brak slonca, a to natychmiast czuje sie zimniej.
Nic tylko trzeba wyciagnac zimowe ubranie:((
Tatek mowil, ze w Buffalo przewiduja pierwszy snieg w ten weekend.
Teoretycznie to lubie zime i w niczym mi nie przeszkadza, tylko nie lubie zimowych ubran.
No nie lubie byc taka "naubierana".
Jak to dobrze, ze w tym tygodniu pracuje tylko dzis i jutro, a potem wolne az do wtorku.
Zrobilam juz liste zakupow, indyk lezy w lodowce i czeka zeby sie nim zajac.
Moje ulubione indykowe swieto odbedzie sie w tym roku w sobote.
Tak naprawde to Thanksgiving jest zawsze w czwartek, ale poniewaz mamy skladana rodzine to ja juz lata temu ustalilam, ze my obchodzimy to swieto w piatki. Nie chce zeby dzieci staly co rok przed dylematem czy isc do ojca, czy do matki. W ten sposob piatek zalatwia sprawe, ja mam wiecej czasu na przygotowanie wszystkiego i dzieki temu cala rodzina mysli, ze ja jestem Martha Stewart:))
W tym roku natomiast Tatek zadzwonil i z zalem zapowiedzial, ze raczej nie przyjada, bo juz nie ma miejsc na bezposredni lot z Buffalo do NY w piatek rano. To mu powiedzialam, zeby kupil bilety na sobote. W koncu to jest godzinny lot i trudno zeby od dwojga staruszkow wymagac przesiadek.
Wspanialy byl troche zaskoczony moja reakcja:
-- Naprawde Ci to nie przeszkadza zeby obchodzic swieto w sobote?
-- Nie przeszkadza mi to, a dlaczego mialoby mi przeszkadzac? zwlaszcza, ze to jedyne swieto na jakie Tatek przylatuje.
Mial ciagle zdziwiona mine, wiec dodalam:
-- Kochanie, ojciec ma 82 lata. Jak myslisz ile jeszcze swiat mozemy miec razem? Nikt z nas tego nie wie, ale..
Wiec od soboty do srody bedziemy mieli Tatka i E. w goscinie, juz sie nie moge doczekac:) Bardzo lubie jak przyjezdzaja. E. juz sie dopytywala czy mozemy jechac do kasyna jednego wieczoru. Wiec pewnie pojedziemy, bo juz coraz mniej jest rzeczy, ktore mozemy z nimi robic.
Dwa lata temu bawilismy sie w turystow, bo E. chciala jeszcze raz (zanim zupelnie straci wzrok) zobaczyc Manhattan. Nastepna zakochana w NYC:) Wiec wsiedlismy na caly dzien w turystyczny autobus i zwiedzali Manhattan. Byla piekna pogoda, wiec siedzielismy na pietrze i bylo fantastycznie. Te autobusy to naprawde swietna sprawa, bo czlowiek kupuje bilet na caly dzien i moze wsiadac i wysiadac gdzie i kiedy chce, wiec przy okazji mozna zwiedzac wiele obiektow, wpasc gdzies na lunch, czy kawe. Nie jestem pewna, ale cos mi sie obilo o uszy, ze mozna tez wykupic taki bilet na dwa dni.
Przyznam sie, ze nigdy wczesniej nie zwiedzalam NYC w ten sposob, bo owszem inne miasta, tak, ale skoro tutaj mieszkam to nie wpadlam na ten pomysl. A teraz chetnie taka wycieczke powtorze, jak bedzie okazja, bo to naprawde zupelnie co innego widziec miasto z wysokosci takiego otwartego pietra i jednoczesnie sluchac opowiesci przewodnika.
Ale poki co to lece sie szykowac do pracy, jakos trzeba zaliczyc te dwa dni:))

Monday, November 23, 2009

To sie nazywa zycie

Zadzwonila do mnie dzis kobieta, z ktora pracowalam jakies 20 lat temu. Lucille jest z tego samego roku co moja Matka, a wiec ma 78 lat. Nie widzialysmy sie juz z 8-9 lat, od kiedy pamietam zawsze byla rozwiedziona i posiadala przyjaciela na stanie. Ten zwiazek trwa juz pewnie ze 30 lat, ale nigdy nie chciala z nim nawet zamieszkac, nie mowiac o malzenstwie zawsze mowila do mnie:
-- Stardust, ja juz jestem za stara na to, zeby popelniac takie bledy. Mezczyzna ma byc dla przyjemnosci a nie obowiazkow.
Bardzo zaskoczyl mnie ten telefon, bo ja sierota obrzygana zgubilam jej numer i nawet czasem myslalam o tym, ze mieszkamy w jednej dzielnicy, ale jakos nigdy nie chodzimy tymi samymi drogami. Fakt, ze dzielnica ma lekko liczac
250 000 mieszkancow, ale czasem mozna by sie spotkac przypadkowo.
Zanim odebralam telefon to zerknelam na numer - Floryda - nawet nie mialam zamiaru odbierac, bo nie mam nikogo, kto moglby dzwonic z Florydy. Dopiero jak zaczela nagrywac wiadomosc i uslyszalam jej imie to az mnie wyrwalo z krzesla.
Przeprowadzila sie na Floryde rok temu, bo tam ma corke i wiadomo w tym wieku latwiej mieszkac blizej dzieci. Wynajmuje mieszkanie, a przyjaciel kupil tam nieduzy dom i tez sie przeprowadzil.
Pierwsze pytanie jakie jej zadalam brzmialo:
-- Lucille, czy Ty ciagle nosisz takie wysokie szpilki?
-- Alez oczywiscie, bez nich bylabym kurdupel - odpowiedziala i po chwili dodala ze smiechem - i na tance tez ciagle chodze.
Ot latynoska goraca krew!!! 78 lat i ona chodzi na tance!!!
Pamietam jak dawno temu zabralam Lucille na wystep cyganskiego zespolu Roma, juz nawet nie pamietam gdzie to bylo, ale pamietam, ze nie mogla usiedziec spokojnie i zaraz po zakonczeniu koncertu pojechalysmy do klubu wytanczyc te energie.
A ja stara peezda z laska!!!!!!!!!! No swiat sie do gory dupa przewraca.
Wlasnie u znachora w ubieglym tygodniu spotkalam kobiete 74 lata, ktora tez chodzi na tance co tydzien.
A na pytanie skad taka forma? odpowiedziala, ze z wyjatkiem lekarza rodzinnego raz na rok i badan krwi wierzy tylko w znachora. Przychodzi do niego regularnie co miesiac do 20 lat i tylko narzeka, ze jej maz nie jest takim wiernym pacjentem i przychodzi tylko jak juz koniecznie musi.
To ja jeszcze mam szanse pomyslalam i zaraz wieczorem trulam Wspanialemu, ze sie zapiszemy na lekcje tanca. Patrzyl na mnie troche wystraszony, bo on wie, ze jak sie upre to bedzie te walce musial odstawiac, a moze nawet jezioro labedzie, jak mu bedzie dobrze szlo.
Dzisiaj jak uslyszal moja rozmowe z Lucille to troche pozielenial na gebie, a ja narazie nic nie mowie, ale juz wiem gdzie jest najblizsza szkola tanca.
Tak bardzo sie ciesze, ze Lucille zadzwonila, tylko mnie szlag trafia, ze sie wyprowadzila na te Floryde. Na pytanie czy teskni parsknela mi prosto w ucho:
-- Pfff oczywiscie, ze tesknie i to bardzo. Nie ma na calym swiecie drugiego takiego miejsca jak Nowy York! Wiesz Floryda to taki narodowy dom starcow.. to jak mam nie tesknic.
Ot, petarda nie kobieta!!

Sunday, November 22, 2009

Zderzenie z rzeczywistoscia

Ja to jestem ten typ, co to nie ma czasu ani ochoty na rozpatrywanie sytuacji, analizowanie, zadawanie pytan itp. Tak serio mowiac to polowa tego, co sie wokol mnie dzieje nie zostaje przeze mnie zauwazona, w wiekszosci z czystego lenistwa. Bo na ten przyklad jak zauwaze, ze cos jest do zrobienia, to musialabym zrobic, a mi sie nie chce, to lepiej nie zauwazac. Jak zaczne sie interesowac za wiele otoczeniem, to zaraz mi sie narobi znajomych od cholery i ciut, ciut, a kto ma na to czas?
Mowic i odpowiadac na "dziendobry" owszem moge, ale juz "co slychac?" zupelnie mnie nie interesuje, wiec nie szwedam sie po okolicy bez sensu, nie wlaze ludziom w oczy, bo jak sie przyzwyczaja do mojego widoku, to zaczna zadawac pytania, opowiadac o swoim zyciu.
Eeee na cholere mi to.
Tak samo nie przywiazuje wagi do tego co sie dzieje ze mna, czyli z tzw. moim cialem.
Wiem, ze jest, bo codziennie biorac prysznic dotykam tych samych jego czesci, znaczy sie sa na wlasciwym miejscu. Czasem same daja znak, ze sa i te znaki sa zwykle upierdliwe, bo nagle czlowieka budzi jakis bol.
Nozeszkurwajegomac!! Jakim prawem?
I powoli zaczynam jarzyc fakty.
Przypomnialam sobie jak moja Mama, bedac wlasnie dokladnie w tym samym wieku co ja teraz, przyjechala do nas z wizyta i z walizki wyjela pokazny woreczek roznych medykamentow.
-- A to co?
-- A coruniu, to, to jest na watrobe, to na serce, to na nerki, to na spanie, to na wzdecia, to na opuchlizne nog, to na odwodnienie, to na cisnienie, to na... to na....
Stwierdzam wiec, ze ja jestem opozniona w rozwoju, bo poza kilkoma witaminami, ktorych i tak zapominam brac, to posiadam jeszcze tylko tabletki takie jakies ogolnie przeciwbolowe. Chyba nawet juz przeterminowane, bo tez je rzadko biore.
Moja kolezanka, ktora niedawno wrocila na stale do Polski, jest ode mnie 4 lata starsza i najwiekszy problem z powrotem na ojczyzny lono miala z wyszukaniem tam odpowiednich lekarzy.
Bo Helcia z tych, co to do lekarzy chodza regularnie jak do spowiedzi w pierwsze piatki miesiaca.
Jestem przekonana, ze Helcia miala w tym mieniu przesiedlenczym jeden pokazny kontener samych lekow, przeswietlen, historii chorob i tlumaczen.
Kiedys wlasnie w przyplywie takiego momentu swiadomosci, bedac na zakupach zobaczylam masc pod tytulem Bengay i wrzucilam ja do koszyka.
-- A to po co? - zapytal Wspanialy.
-- Nie pierdol, bedziemy sie smarowac, jak nas czasem cos boli.
Jakis tydzien temu znalazlam te masc w szafce, w lazience. Tubka juz lekko zdeformowana przez uciskajace sloiki z kremami i peelingami, ale masc jest.
Dalam wieczorem haslo do smarowania.
Kurwa!!! Cala noc nie moglam spac, bo mi ten smrod przeszkadzal.
Ja pierdole, czy to dbanie o zdrowie musi byc takie smierdzace?
Masc wrzucilam z powrotem do szafki.
Jak bylam u dochtora tego od stop, bo bedziemy jeszcze powtarzac ten zabieg, to wdalam sie z nim w rozmowe na temat znieczulen, bo oni przy tym zabiegu tez daja czlowiekowi znieczulenie miejscowe. Bardzo mi sie toto podoba, bo to tak fajnie byc oszolomem przez kilka godzin.
-- Ja mam tylko nadzieje, ze sie nie uzaleznie od tych narkotykow, ktore mi doktor B. daje w zyle, bo calkiem mnie sie one podobaja - zazartowalam.
-- To jest jedyny powod, dla ktorego ja lubie chodzic na colonoskopie - odpowiedzial dochtor.
-- Ooo !!! - zawolalam radosnie - to ja sie tez chyba wybiore.
-- Stardust, a jeszcze nigdy nie bylas?
-- Nie.
-- A ile Ty masz lat?
-- No 55
-- No to przeciez wiesz, ze pierwsze badanie powinno sie zrobic zaraz po przekroczeniu 50ciu.
-- No wiem, wiem... Ale doktorze ja wlasnie jestem w tym wieku, kiedy nalezaloby juz zminimalizowc ilosc ludzi, ktorzy w tamte okolice zagladaja.
-- Rozumiem, dowcip, ale zaraz Ci dam wizytowke lekarza, do ktorego ja chodze.
No i mam te wizytowke, wiem nawet, ze trzeba to zrobic, ale czy mi sie chce? to juz druga sprawa.
Patrze czasem na moje klientki, wiekszosc z nich znam od 15-20 lat kiedy jeszcze byly w szkolach, albo wlasnie po szkole, a teraz sa zonami, matkami, niektore rozwodkami.
Hejsus, jak mi sie te kobitki starzeja. A ja? no przeciez to naturalne, ze jak one sie starzeja to i ja.
Pierdykam, nie mam zadnego problemu z moim wiekiem, akceptuje wiek tak samo jak wyglad, olewam zmarszczki, siwe wlosy wrecz kocham i uwazam ze to bardzo interesujacy kolor.
Oo tak wygladam bez grama makijazu.


Najbardziej na tym zdjeciu przeszkadza mi nos, wielkosci solidnego salami, cala reszta jak na 55 lat jest jak na moje oczekiwania zupelnie OK. Nie mam w planie zadnych operacji, zadnych wstrzykiwan toksycznych chemikali. Jesli juz o toksycznych chemikaliach mowa, to palilam przez tyle lat, ze mam spory zapas w organizmie, nie sadze zebym kiedys miala cierpiec na braki.
A tak naprawde to w czym czlowiekowi przeszkadza wiek?
Nie wiem, bo mnie tam te moje lata ciesza okrutnie.
Nareszcie moge miec wszystko w dupie, nie musze chodzic do szkoly, nawet na wywiadowki, nie musze sie martwic o kariere, o awans, o stosunki w pracy. No moge sobie pozwolic na calkiem sluszna dawke tumiwisizmu. I co wazniejsze, moge wreszcie bezkarnie klac.
A to jest dla mnie duzy plus, bo teraz to juz mi raczej nikt nie powie, ze to "kobiecie nie wypada". A jak powie? No to chooj, to go opierdole i tyle. Wolno mi, jestem w tym wieku ze mi wolno jesli nie wszystko, to bardzo wiele i nie musze sie liczyc z niczyja opinia.
Tak naprawde, to powiem Wam w sekrecie, ze ja sie nigdy nie liczylam z niczyja opinia, tylko mnie czasem wkurwialo, ze ludzie traca czas na powiadamianie mnie o swojej opinii.
No i dochodzimy do puenty tej calej notki, a puenta jest taka, ze jestem stara.
No i chooj dobrze mi z tym.

Saturday, November 21, 2009

Sobotnie migawki

Niedawno temu DS pisala na swoim blogu o koledze wiary muzulmanskiej, ktory w calkiem naturalny sposob wypowiadal sie na temat nadchodzacego swieta, w czasie ktorego glowna atrakcja jest ofiarowanie barana. W czasie dyskusji ktos podal link do artykulu na ten temat, no i krew sie o malo co nie polala z monitora. Sa to dosc bulwersujace obrzadki, szczegolnie dla tych, ktorzy z wiara muzulmanska nie stykaja sie na codzien, mnie tam raczej juz nic nie zdziwi wiec obiecalam, ze przeprowadze wywiad wsrod znajomych mi muzulmanow i zdam relacje.
DS juz napisala kolejne notki, wiec nie bardzo mam gdzie komentowac ten temat, a wlasnie dzis mialam okazje dowiedziec sie z pierwszej reki czyli od mojego fryzjera, ktory jest muzulmaninem z Turcji.
Barish w Stanach mieszka dopiero do kilku lat i 2 lata temu ozenil sie z Amerykanka. Mlody chlopak, a tak przystojny, ze normalnie majtki opadaja, nawet ja sie jeszcze na tym znam:)
Ona katoliczka, on muzulmanin i bardzo mi sie podoba, ze nawzajem szanuja religie partnera, tak przynajmniej wynika z jego opowiadan. Ja spotkalam tylko raz i poza kilkoma grzecznosciami rozmowa nie trwala dlugo, w koncu jestem tylko klientka jej meza.
Wystarczy chyba tego wstepu:) Mialam dzis okazje zapytac Barish'a jak to wlasnie wyglada u nas w Nowym Yorku z tym swietem.
Wiec ponoc istnieja miejsca nawet jedno z nich niedaleko nas gdzie na miejscu mozna zakupic zwierzatko ze swiezego uboju. Barish twierdzi, ze wieksze rodziny pewnie z takich miejsc korzystaja, czyli idzie sie tam i wychodzi z miesem juz obrobionym, ze tak powiem. Natomiast oni poniewaz sa tylko we dwoje znalezli organizacje, ktora jest gdzies w Pensylwanii i tam wyslal pieniadze na oplate wszystkich kosztow i dostanie poczta gotowe mieso. Ponoc tradycyjnie to ma byc krowa, ale ze krowy drogie i nie kazdego stac, to ludzie wlasnie czesto zabijaja barana. On twierdzi, ze naprawde nie wie co dostanie, bo zastrzegl sobie, ze jest mu obojetne i generalnie to miesa tez chce tylko symboliczna ilosc.
Caly dowcip polega na tym, ze ta organizacja ma w ten sposob wspomagac biednych muzulmanow na swiecie, wiec czesc pieniedzy idzie na zakup krowy, czy tez barana, a reszta dla ubogich.
Tak samo w przypadku miesa, skoro on zastrzegl, ze mu nie zalezy na duzej ilosci miesa, to pozostala czesc zostanie oddana biednej rodzinie muzulmanskiej.
Tyle sie dowiedzialam i dziele sie informacjami. Nikt wiec z tej okazji nie prowadzi zadnego nielegalnego uboju ani w domu ani na ulicy.

A skoro mowa o uboju na ulicy, to wlasnie po tylu latach mieszkania w Nowym Yorku dopiero w tym roku jakies 2 miesiace temu dowiedzialam sie, ze zydzi odstawiaja ceremonial uboju kurczakow na ulicach Brooklyna w zydowskiej dzielnicy Boro Park. Tak, tak z okazji swieta Yom Kippur, ktore jest tuz po Rosh Hashanah, czyli nowym roku, zydzi zabijaja kurczaki. Jest to rytual oczyszczajacy z grzechow i tak bierze sobie zyd kuraka i macha nim nad wlasna glowa odmawiajac przy tym jakies ichne modly a potem kurczakowi podcina gardlo i w ten sposob zydowskie grzechy przeszly do ciala kurczaka, ktory natychmiast zostal zgladzony. Nie mam pojecia jak to dokladnie przebiega ze strony religijnej, bo nie mam kogo zapytac, moi rodzinni zydzi nie znaja sie na tym. Ale widzialam na Youtube jak to wyglada, no zywcem rzeznia drobiu na ulicy. Najbardziej bulwersujace jest, ze uczestnicza w tym rowniez dzieci.
Ponoc wladze miasta wystapily do organizacji zydowskich w celu zakazania tego typu praktyk, jako nieetycznych. I wcale im sie nie dziwie.

Pojechalismy dzis ze Wspanialym na Manhattan, bo mialam kilka spraw do zrobienia w moim zakladzie. Czyli jak to mowi Wspanialy trzeba bylo wykonac kilka Honey do projects a dowcip z honey do polega na tym, ze jest melon o nazwie hoenydew i wymawia sie prawie tak samo.
I musze Wam powiedziec, ze moje chlopisko zaczyna byc marudne.
Kryste jak on dzis cierpial przy wkrecaniu kazdej srubki!!! Jeczal, marudzil, nawet sie do mnie zaczal przypierniczac, ze moze bym tez cos zrobila. No tego bylo juz za wiele, wiec sie wkurzylam i mowie:
-- Wiesz kochanie, w takie dni jak dzisiejszy to sie normalnie nie moge doczekac kiedy Ty sie zupelnie zestarzejesz.
Spojrzal na mnie ze znakiem zapytania w oczach, wiec dodalam:
-- Jesli teraz potrafisz byc upierdliwy, to strach myslec co mnie czeka w przyszlosci. Chyba naprawde nie bede miala innego wyjscia, tylko Cie albo otruc, albo przydusic poduszka. Poki jestes sprawny umyslowo, to lepiej powiedz co wolisz?
A on mi na to:
-- I rather be fucked to death.
I w ten sposob moje szanse na bycie wesola wdowka spalily na panewce:(


A na koniec jak jechalismy subway'em do domu to trafil nam sie taki cudny pan. O jak na zdjeciu ponizej.

No chooj szesnasty!!! Jak go zobaczylam tak wzroku nie moglam oderwac, ja siedzialam po tej samej stronie co on, a Wspanialy stal tylem do obiektu, wiec mowie:
-- Obejrzyj sie dyskretnie i zobacz tego faceta co siedzi tam przy drzwiach do drugiego wagonu.
Obejrzal sie, popatrzyl i mowi:
-- Ale co to jest? taka peruka przyklejana?
-- No chyba tak, ale na moj gust to ma tak z 50 lat i sie deczko skurczyla, wyglada jak sfilcowany kot.
Troche mi sie zeszlo zanim mu tego "sfilcowanego kota" przetlumaczylam, musialam przy okazji opowiedziec kawal o tym jak to baca pral kota. I to wszystko nie odrywajac oczu od tego gostka, normalnie bylam zafascynowana tym widokiem.
-- Zrob zdjecie - powiedzial nieopatrznie Wspanialy.
Mnie tam takich rzeczy nie trzeba dwa razy powtarzac, juz zaczelam grzebac w torbie za aparatem, a ten jeczy:
-- Przestan, ja zartowalem, nie mozesz przeciez tak zrobic komus zdjecia! Pelny pociag ludzi, to nie ladnie, tak sie nie robi. Sama mowilas, zebym sie dyskretnie obejrzal, a teraz chcesz zrobic zdjecie.
I tak jeczal, ale ja tam mam gdzies jego jeczenie, zamiast aparatu wyciagnelam komorke i strzelilam gostkowi fotke, nikt przeciez nie wie, co ja robie, przygladam sie wlasnej komorce, nie?
A ze z ciut wyciagnieta reka? wiadomo slepawsza jestem i cierpie na syndrom krotkich rak.
I to by bylo na tyle dzisiejszych wiadomosci z kraju i ze swiata.